- Słyszałem, że to był niezły meczyk.
Iwo Lerman. Służbowo kolega z klasy i najbliższy współpracownik na linii "matematyka-na-religii-spisuj". Co ciekawe, ich system działał jak dotąd bez zarzutu, a przypadki (to jest sytuacje, w których oboje byli całkowicie nieprzygotowani) zdarzały się na tyle rzadko, żeby uznać je za niemalże nieistniejące. Prywatnie - przystojniak i człowiek, który przynosił słodycze. Zawsze i wszędzie.
- Niezgorszy, przyznaję.
- Pomógłbym ci zawiesić te lampki - skinął głową na sznur zielonych lampek choinkowych, które Inga nieudolnie starała się zawiesić na karniszu, do którego nawet z krzesła nie dosięgała bez stanięcia na palcach. - Ale boję się, że twój chłopak zaraz nie tylko pożre mnie wzrokiem, ale też spróbuje strawić.
- Powinieneś się cieszyć, że jesteś tak atrakcyjny gastronomicznie, że mają ochotę cię jeść - zakpiła.
- W zasadzie to im się nie dziwię. Mamoru jest za słodki, ty jesteś traktowana jak wisienka na torcie, przez co ciągle cię oszczędzają, Aneta i Vesna są tylko dla tych, którzy lubią ostre żarcie, a ja okazuję się idealny. I neutralizuję nadmiar kwasów w żołądku.
- Za dużo reklam czy plan przeniesienia się na biol-chem?
- Powiedzmy, że za dużo informacji na raz i zaczynam gadać głupoty. Aneta powiedziała mi o tobie i Mamoru - oznajmił, a ręce Ingi zawisły bezładnie w powietrzu. Brakowało tylko tego, żeby teatralnie upuściła światełka.
Iwo podszedł bliżej i bez trudu zmienił jej lokalizację, przenosząc ją z krzesła na podłogę, żeby samemu móc zająć się oświetleniem.
- Jestem tu, żeby ci zaproponować, że wyręczę cię w wymierzaniu jej kary za sprzedanie tego sekretu.
- Nie trzeba - odrzekła Inga, przekazując mu lampki. Zabrzmiało chłodno.
- Jestem naprawdę kreatywny, kiedy się postaram.
- Skoro ci powiedziała, musiała mieć powód. Jeszcze nigdy nie wydała żadnej mojej tajemnicy.
- Powiedziała, że wszystko i tak nie ma już znaczenia, bo jutro nic nie będzie takie samo. Powiem szczerze, że kiedy laska robi sobie ze mnie jaja, to raczej się wkurzam. Ale powiedziała to tak, jakby miała co do tego pewność, a ja czułem tylko strach. Wytłumaczysz mi to jakoś?
- Pewnie powiedziałeś, że to biologicznie niemożliwe, a ona odpowiedziała ci, że nie jesteś jedyną pomyłką genetyczną w okolicy. Mylę się?
- Było tam jeszcze coś o tym, że dla mnie to dobrze, bo przynajmniej nie umrę z samotności. Inga, nie migaj się. Chcę wiedzieć, o co jej chodziło. Nie jestem Filipem, mi możesz powiedzieć wszystko. Pokłóciłyście się?
W siatkówce na decyzję ma się chwilę. I to właśnie jej się w tym sporcie podobało. Kiedy pytano, dlaczego trenuje tak zawzięcie, odpowiadała, że ostatnią rzeczą, na jaką może sobie pozwolić, jest przegrana z Vesną, bo żadna z nich nie ma w pojedynkę szans na boisku. A prawda była taka, że mecz był jedynym czasem, w którym nie musiała się zastanawiać, czy to, co zrobi, jest tylko właściwe czy już właściwsze.
Miała teraz dwie opcje - chcieć przeciągać tę chwilę jak najdłużej lub chcieć zagrać w siatkówkę, żeby nie musieć odpowiadać. Postanowiła zaryzykować i połączyć te dwie możliwości. To combo ją naprawdę przerażało. To było jak bomba - nie zastanawiasz się, co przyniesie jej wybuch, bo nawet nie wiesz, czy go przetrwasz, ale narzędzie samo w sobie napakowane jest najszczerszą grozą.
- Załóż światełka i chodź za mną. Wszystko ci wyjaśnię.
•••
Gdyby złapał się za głowę, wyglądałby głupio. Gdyby natomiast wybuchł wściekłością, wyglądałby przerażająco i jednocześnie tandetnie. Gdyby teraz powiedział, że chce zapomnieć, zapomniałby. Gdyby ją zaatakował, przegrałby. Ale wszystko to - nieważne, jak beznadziejną sytuację stwarzało - było lepsze od nierobienia niczego, co właśnie natrętnie praktykował.
- Jesteś Wysłanniczką Czyśćca i jesteś tu, żeby zapobiec Apokalipsie, dobrze zrozumiałem?
- Dlaczego mówisz szeptem? Jeśli chcesz chronić te informacje, to się nie martw, zadbałam o to, żeby nikt nas nie słyszał.
- Mówię szeptem, bo mnie zatkało. Postaw się na moim miejscu - znamy się od dwóch lat, wiem, to krótko, ale myślałem, że cię całkiem nieźle znam. Poza tym Vesna... Jak pojawiłaś się w jej życiu, skoro nie zdaje sobie sprawy, że...
- Że jestem tym, kim jestem? Zostałam tu przysłana, kiedy byłam mała. Wychowywałam się na Ziemi, razem z Vesną, a tamtej... - zamilkła, dobierając słów, które mogłyby okazać się najwłaściwsze. - Rzeczywistości nie pamiętałam. Dorastałam i zachowywałam się zupełnie jak człowiek. Z głodem czy zmęczeniem też było tak samo. A potem wrócił Mamoru i wrócił mi pamięć, bo nadszedł czas.
- Okej... Inga, jeśli ci nie uwierzę, to się nie gniewaj, okej?
Puściła mu płazem dwukrotne użycie "okej".
- Nie będę ci się nawet dziwić. Mogę? - spytała, wskazując na miejsce obok niego. Skinął głową na znak potwierdzenia.
- Co zamierzasz zrobić? - zapytał, ostatkiem sił licząc jeszcze na to, że zza drzewa wyskoczy różowy (to tylko przykład, żadna sugestia) królik i zawoła żałośnie, że to wszystko było żartem.
- Jeśli chodzi ci o to, czy cię zabiję, to na razie nie.
- Poczekasz do Apokalipsy? - uśmiechnął się.
- Trochę wiary w moje możliwości, może ją zatrzymam. A potem, jeśli zacznie ci odbijać, cię zabiję.
- Od tej pory zawsze wolę mieć pracę domową z matematyki.
- Powinieneś się mnie właśnie bać.
- I co by to zmieniło? Gdybyś mi nie wierzyła, chociaż po części, niczego byś nie powiedziała. A gdybyś wyczuwała zagrożenie, unieszkodliwiłabyś mnie już dawno i to tak, że nikt by się nawet nie połapał. Mylę się?
Nie mylił.
- Powinieneś teraz powiedzieć, że jako mój kumpel zawsze będziesz po mojej stronie i że, jeśli tylko istnieje taka możliwość, to mi pomożesz zatrzymać Apokalipsę. Że zrobisz wszystko. Czy coś.
- Daj mi trochę czasu. Właśnie się dowiedziałem, że moje przesiadywanie na siłowni nie ma znaczenia, bo taka laska jak ty może mnie rozwalić jednym palcem. Myślisz, że to łatwe?! - wrzasnął teatralnie, pozorując zduszony płacz, po czym uśmiechnął się, jak gdyby nigdy nic.
- Wahania nastrojów - zauważyła Inga. - Mogę ci pomóc w ich zredukowaniu, Hasanie.
- Hasanie? - zdziwił się. Powiedziałby pewnie coś jeszcze, gdyby szmaragdowa smuga światła nie wstrząsnęła jego ciałem niczym najzimniejszy dreszcz.
•••
- Od czego by tu zacząć... Hmm, może od tego, że Inga była tu dzisiaj tylko rano, a inne ingopodobne Ingi są złudzeniem?
- Nieźle, Mamoru-chan, nieźle. Naprawdę mnie nabrałeś.
- Gdzie jest w takim razie Iwo?
- Spokojnie, był tylko przypadkiem.
- Sam jesteś przypadkiem. I w o - zaakcentował Mamoru. - Jest nieprzypadkowo Kluczem do Bramy. Tylko jeszcze o tym nie wie.
- Powiedz mi, gdzie się pomyliłem.
- Wszystko było pomyłką. Po pierwsze, nie masz bladego pojęcia o relacjach międzyludzkich. Ani im podobnych. Kiedy w grę wchodzi człowiek, jesteś kompletnie bezradny. To, że Inga i Iwo współpracują przy spisywaniu matematyki, nie oznacza, że przyjaźnią się aż tak bardzo, żeby mu powiedziała, kim jest. A po drugie, Aneta n i g d y nie zdradziłaby ż a d n e j tajemnicy, o której powiedziała jej moja u r o c z a siostrzyczka. A teraz do rzeczy - czego chcesz?
- Przyszedłem tylko pogadać. Z I n g ą - przedrzeźnił go Hasan.
Był wysokim, chudym chłopakiem o niebieskich, trochę szklistych, oczach i jasnej czuprynie, która zazwyczaj lśniła w słońcu jak piękny, złotawy diament. Dzisiaj była wypłowiała i jakaś taka nijaka.
- Ona już się nagadała. Z twoim bratem, na przykład. Więc teraz ty musisz się zadowolić towarzystwem jej brata.
- Z moim bratem? - zapytał Hasan, po czym wykrzywił usta znacząco, by nie kryć zdziwienia. - Czego chciał?
- Myśl, Książę, myśl. A czego mógł chcieć?
- Mnie?
- Wygrałeś mikrofalówkę.
- Dzięki. Mam dwie wiadomości...
- Dobrą i złą - dopowiedział Mamoru, pozorując przestrach.
- Dobrą i jeszcze lepszą - oznajmił Hasan, co w przekładzie na zrozumiały brzmiało: "Złą i jeszcze gorszą". Kiedy jesteś z Piekła rodem nie wypada ci oczerniać tego, co i tak już jest złe. Więc mów o tym dobrze, może nikt się nie połapie.
- Jedziesz - polecił Mamoru, skacząc i składając dłonie w pięści, robiąc rozgrzewkę.
- Ten cały Iwo nie jest Kluczem.
Rozgrzewka zakończyła się. Teraz bitwa.
- Kluczem jest w zasadzie najlepsza osoba na to stanowisko. Uroda, co prawda, niebiańska, ale charakter... Ogień.
Tego Mamoru już nie słuchał. Vesna była w niebezpieczeństwie. Nie, Vesna była niebezpieczeństwem.
- Rusz się. Inga poszła po Iwo. S a m a. Jak myślisz, kogo zastanie zamiast niego?
•••
Droga w magiczny sposób wydłużała się i momentalnie stawała się nieprzyjemna, kiedy na jedności pojawiała się choćby najmniejsza ryska. Kiedy szli z przodu, prosili się o atak ewentualnego nieprzyjaciela. Kiedy natomiast szli z tyłu, mieli te same myśli co ty, gdy byli na twoim miejscu. Czy na tym właśnie polegała przyjaźń? Na zastanawianiu się, co się jeszcze może stać?
Zaskakujące, jak bardzo człowiek może się odczłowieczyć, gdy dowiaduje się jakiejś pierdoły, w którą nikt by nie uwierzył. A jednak. Teraz wszystko było inne, zimne, czcze. Gdyby ktoś powiedział jej, że taka jest właśnie nicość, uwierzyłaby, nie mając lepszej opcji do wyboru.
Życie Ingi przypominało od niedawna jeden wielki paradoks. A w zasadzie "od niedawna" było czymś, co sobie wmówiła, aby ułatwić sobie pozostanie tutaj w jak najmniej zmienionym stanie. Przyszłość jednocześnie ostrzyła zmysły i rodziła czujność, o jaką nigdy by się nie podejrzewała. Lęk obejmował samotność i sposoby na uwolnienie się od niej, jedno gorsze od drugiego. Nikomu nie życzyła tego uczucia, kiedy jednocześnie tracisz smak i intensywniej go odczuwasz. Ludzie nawet nie wiedzą, jak wiele tracą, chcąc za wszelką cenę pozbyć się swojego człowieczeństwa. Kiedyś była taka jak oni. Naprawdę chciała być ponad samą sobą. Ale to akurat nie bardzo różniło Wysłanników i ludzi - chęć dominacji wszędzie jest taka sama, czy jesteś świętym, czy diabłem.
- Słyszałem, że to był niezły meczyk - zagaił ktoś za jej plecami. I wcale nie był to Iwo.
Szkoda, że już nie piszesz:)
OdpowiedzUsuńPiszę, tylko nie tu i pod innym nickiem. Jeśli masz ochotę poczytać, to zapraszam na http://www.rozmowy-miedzymiastowe.blogspot.com
Usuń;))